Artykuły

Krótka historia strun

Tytan, perlon, nylon, włókna kompozytowe – co to ma wspólnego ze strunami?


Artykuły

Krótka historia strun

Szymon Małecki • 05.08.2019


Firmy produkujące struny do instrumentów smyczkowych wyrabiają je z coraz to doskonalszych  (pod względem wytrzymałościowym) materiałów – tytan, perlon, nylon, włókna kompozytowe, etc.

Przyszłość w tej dziedzinie zapewne należy do technologii kosmicznych, niestety.

Jednakże smyczkowcy grający muzykę dawną na wszelkie podobne nowinki patrzą z wyrozumiałą obojętnością. Realizując postulat wierności tradycji, od samego początku zakładają oni na swe instrumenty struny zrobione ze zwierzęcych jelit, a więc takie same jak te używane przez muzyków egipskich już ponad 1500 lat przed naszą erą. 

Od tamtych czasów przez trzy długie tysiąclecia niewiele zmieniło się w tym względzie. Dopiero na przełomie XV/XVI wieku naszej ery z powodu rosnącego popytu na struny nastąpił przełom – wyrobem ich przestali zajmować się, jak to było dotychczas, sami muzycy, a w specjalistycznych warsztatach produkcję na szerszą skalę uruchomili rzemieślnicy. Wkrótce na rynku pojawiła się ogromna gama różnego rodzaju strun, wśród których dominowały oczywiście struny do najbardziej popularnego wówczas instrumentu jakim była lutnia. Wiele mówiąca jest pod tym względem uwaga Matthesona, zanotowana w traktacie lutniowym przez Ernsta Gottlieba Barona (Historisch-teoretisch und practische Untersuchung des Instruments der Lauten, Norymberga 1727)

“… jeśli jakiś lutnista dożył osiemdziesiątego roku życia, to z pewnością sześćdziesiąt lat spędził na strojeniu [instrumentu]”.

Jednakże wiedza o strunach wśród muzyków nie zanikła. By dobrze orientować się w ofercie rynkowej trzeba było wykazać się dość dużą znajomością właściwości akustycznych i optycznych dobrych strun,  a więc wiedza na ten temat stanowiła niezbędny element kształcenia muzyka.

Co więcej, kupno kiepskiego towaru było bardzo ryzykowne – w połowie XVI wieku komplet strun do violi da gamba stanowił wielkość 20% wartości całego instrumentu. Dlatego dużą uwagę przywiązywano do trwałości strun. 

Od dawna producenci wiedzieli, że dla żywotności struny ważne są jej dwa parametry: 

  • napięcie zerwania – siła napięcia przy której struna pęka, im dłuższa struna, tym wytrzymuje większe napięcie 
  • częstotliwość zerwania – częstotliwość przy której struna pęka niezależnie od swej grubości 

Te właśnie reguły zmuszały budowniczych instrumentów do stosowania możliwie długich strun. Co więcej, przy tej samej długości strun sopranowych i basowych (lutnie, skrzypce czy viole) struny najniżej brzmiące musiały być bardzo grube, co z kolei wpływało niekorzystnie na ich brzmienie (instrumenty klawiszowe na ten przykład w dolnych i górnych rejestrach mają struny o różnej długości).

Tego rodzaju niuanse techniczne spowodowały, że w Europie XVI i XVII wieku powstała ścisła specjalizacja w produkcji strun o określonej wysokości tonu. Jak podają ówczesne źródła najlepsze “Sangseiten” (struny najwyższe) pochodziły z Monachium, także produkowane w Rzymie i Perugii cieszyły się uznaniem.

Natomiast grube struny przeznaczone wyłącznie dla rejestrów niskich, znane na rynku jako Lyons, pochodziły z Lyonu we Francji, a chwalono też charakterystyczne ciemnobrązowe struny Pistoy z okolic Florencji w środkowych Włoszech. Taka rozmaitość geograficzna świadczy o tym, że w różnych ośrodkach stosowano odmienne technologie wytwarzania strun, by uzyskać wysoką wytrzymałość na zerwanie w przypadku strun najcieńszych oraz dużą elastyczność dla strun w rejestrze środkowym i basowym. Rzecz jasna niuanse technologiczne okryte były wówczas największą tajemnicą i pozostają taką do dziś.

A jak w ogólnym zarysie wyglądał proces wytwarzania strun w szesnastowiecznym warsztacie? Oddajmy głos współczesnemu producentowi strun jelitowych Mimmo Peruffo z Vicenzy:

„Owcze (baranie) jelita były, tak szybko, jak to tylko możliwe, oczyszczane z odchodów i innych pozostałości i przez wiele godzin (od połowy do całej doby) płukane w bieżącej albo często zmienianej wodzie; następnie jelita trafiały do pojemnika z roztworem alkalicznym, który przygotowywano poprzez zmieszanie wody z (bogatymi w węglan potasu) pozostałościami drożdży używanych do produkcji wina, a w celu dalszego ogólnego oczyszczenia dodawano nieco ałunu.

Ten proces trwał kilka dni, a to w celu uzyskania coraz większej koncentracji substancji alkalicznych. Prowadziło to do tego, że rozpoczynał się lekki proces fermentacji i hydrolizy pozbawionej cząstek muskułów skóry i substancji tłuszczowych, tak że mogły zostać one usunięte poprzez przesuwanie wzdłuż jelita noża albo jeszcze lepiej gąbki.

Gdy ta delikatna operacja jest już zakończona, dochodzimy do czystej, sprężystej membrany bez jakiegokolwiek tłuszczu i zbytecznej skóry. Następnie kilka oczyszczonych jelit może zostać związanych w jedną wiązkę, w ten sposób, że jeden ich koniec przytwierdzony zostaje do haka umieszczonego w ścianie albo do kołka, a drugi koniec za pomocą odpowiedniego urządzenia był wielokrotnie skręcany.

Kolejny etap pracy polegał na tym, że związane już i jeszcze wilgotne struny rozciągane były w kwadratowych drewnianych ramach, które stosowano wówczas do wybielania materiałów w komorach siarczanych, gdzie palono kawałki siarki.

Z kolei struna przechodziła ostatni proces skręcania, a następnie pierwsze poprawianie jej powierzchni, poprzez energiczne pocieranie skrzypem polnym albo skrzypem polnym (rośliny o silnych właściwościach ściernych), które przedtem płukane były w roztworze alkalicznych, w którym znajdowały się jelita.

Ostatni szlif jelita uzyskiwały za pomocą delikatnego pumeksu i oliwy z oliwek. W pełni wysuszone i naoliwione struny były teraz zdejmowane z ram i ostatecznie przygotowywane.

Jest rzeczą jasną, że ostateczna średnica struny zależała od ilości jelit, które zostały razem skręcone; dla struny skrzypcowej były to trzy albo cztery jelita, podczas gdy dla strun kontrabasu potrzeba było nawet stu.”

No cóż, trudno się dziwić, że był to produkt dość drogi.

Od lat dwudziestych ubiegłego wieku struny jelitowe po ponad 3000 lat powoli stawały się przeżytkiem ustępując miejsca głośniejszym i trwalszym strunom metalowym.

Jednak współcześni producenci jelitowych strun śpią spokojnie. Rzesze sympatyków, miłośników i zagorzałych wyznawców muzyki dawnej wciąż rosną. Coraz więcej ludzi słyszy, że w przypadku muzyki dawnej brzmienie strun pokrytych tytanem czy włóknem węglowym ma się tak do brzmienia flaków, jak smak margaryny do smaku masła.



Zainteresowany nauką?