Artykuły

Jak to było dawniej? cz. 3

W serii „jak było dawniej” postanowiłyśmy zapytać nasze Mamy, jak one wspominają lata 90-te i złote czasy Szkoły Muzycznej😄🤓🎻Dzisiaj opowieść mojej Mamy, Doroty.


Artykuły

Jak to było dawniej? cz. 3

Agata Sanocka • 26.04.2020


W serii „jak było dawniej” postanowiłyśmy zapytać nasze Mamy, jak one wspominają lata 90-te i złote czasy Szkoły Muzycznej😄🤓🎻🎻Dzisiaj opowieść mojej Mamy, Doroty.

Kochani,
Chciałabym Wam opowiedzieć jak to było dwadzieścia parę lat temu w szkole muzycznej z punktu widzenia mamy…
To były inne czasy, ale jednak nie tak bardzo różniące się od dzisiejszych.
Zdolne dziecko to jest wspaniały problem, który trzeba ogarnąć – bo inaczej do końca życia każdy Rodzic miałby wyrzuty sumienia, że nie podołał wyzwaniu. Jeżeli dziecko ma 7 miesięcy i nie umie ani chodzić ani mówić oraz ledwo siedzi, a na ślubie znajomych odśpiewuje mormorando :”sto lat sto lat” – to jest znak, że mamy dziecko szczególnie uzdolnione i że nie można tego pominąć milczeniem. Następnie oczywiście jest okres prób i prowokacji, które zawsze kończą się potwierdzeniem wyjątkowych uzdolnień…
Później, jak już umie chodzić i mówić, to głównie śpiewa – a jak dziecko ma do tego zdolności manualne, to rozkręci wszystko tymi sprytnymi paluszkami co tylko da się rozkręcić, a następnie jest regularnie zagospodarowywane do znajdowania śrubek, odkręcania nieodkręcalnych rzeczy i wszelkich precyzyjnych czynności, niemożliwych do wykonania dla zwykłego śmiertelnika.
No to już mamy super słuch i wybitne zdolności manualne i te długie paluszki odziedziczone po teściowej.
Ja osobiście przeżyłam szok, kiedy moje dziecko w tramwaju (tak moi drodzy! Jeździłyśmy tramwajem!) odśpiewało mi po japońsku całą czołówkę jakiejś bajki, bez jednej fałszywej nuty oraz z bezbłędnym akcentem japońskim!!!! Wtedy już byłam pewna, że żarty się skończyły. Trzeba iść w kierunku muzyki i nie ma już odwrotu.
No to dokąd? My jesteśmy z Poznania, to oczywiście na Solną!
Egzaminy wstępne dla 6-latka – oooo, to nie było takie proste.
Moja córeczka postanowiła odśpiewać na egzaminie wstępnym arię Tewie ze „Skrzypka na dachu” Jerrego Bocka. „Gdybym był bogaty” poszło ze wszystkimi zmianami tonacji i półtonami…
Wszyscy jurorzy po tym wykonie zaraz krzyczeli: skrzypce!! skrzypce!! Ona musi iść na skrzypce!
No to teraz dopiero zadanie: Skrzypce???? Skąd wziąć skrzypce??
I się zaczęło…
Skrzypce zorganizowane. Teraz dalej: do którego nauczyciela? Skąd nuty? Ja miałam łatwo, moja przyjaciółka śp. dr Hania Tomkiewicz, z którą pracowałam w szpitalu – ona miała wtedy dwóch synów na skrzypcach na Solnej. Ksero, podklejanie nut na tekturkach, niekończące się rozmowy kto gra „Kurki”, a kto już gra koncert Accolaya…
Występy na „Słuchamy siebie”, sukienki szyte przez babcie albo kombinowane z Berlina , emocje sięgające granic!!!!!! Co tam się działo!!!!!!
My, rodzice znający się wszyscy świetnie, wszyscy byliśmy po imieniu, gdyż nasze dzieci miały urodziny i imieniny. Było nas ponad trzydziestu więc imprez było co niemiara. Spotykaliśmy się wszyscy prywatnie przez 8 lat, tak mniej więcej raz na 2 tygodnie i zawsze była też impreza dla rodziców, taka trochę konkurencyjna. Nasze przyjaźnie utrzymują się do dnia dzisiejszego….
Mogłabym pisać i pisać, ale jedno mogę powiedzieć: to były niezapomniane czasy i dla nas – rodziców, jak i dla naszych dzieci. Niewątpliwie była to szkoła elitarna i jestem szczęśliwa, że mogłam brać w tym udział…
Jako mama skrzypaczki pozdrawiam Was serdecznie i życzę powodzenia. Trochę Wam zazdroszczę bo to były naprawdę piękne czasy…

Mama Dorota



Zainteresowany nauką?