Artykuły

Jak to było dawniej? cz. 2

Achchch, to były czasy!


Artykuły

Jak to było dawniej? cz. 2

Agata Sanocka • 19.04.2020


Achchch, to były czasy! Kiedy z drugą Agatą ustaliłyśmy temat tych wpisów, jak żywo zaczęły dopadać mnie wspomnienia rodem z czasów mojego muzycznego dzieciństwa.A było naprawdę super!

Achchch, to były czasy! Kiedy z Agatą ustaliłyśmy temat tych wpisów, jak żywo zaczęły dopadać mnie wspomnienia rodem z czasów mojego muzycznego dzieciństwa.A było naprawdę super!

Początki były trudne…. głównie dla sąsiadów😁
Otóż nie dało się ukryć (chociaż czasami naprawdę „wypadało było”), że dawałam artystyczny wyraz moją całą 6 letnią osobą, śpiewając, tańcząc, „grając” na naszym domowym pianinie oraz próbując swoich sił na wszystkim co wpadło mi w ręce i nie-daj-Boże wydawało jakiś dźwięk. Na szczęście, kiedy zdałam egzamin wstępny na Solną w Poznaniu, okazało się, że takich muzycznych śmiałków jak ja były całe tabuny. Od razu poczułam, że jestem we właściwym czasie na właściwym miejscu:-)


Tak zwana Solna to Ogólnokształcąca Szkoła Muzyczna I i II stopnia w Poznaniu. Ogólnokształcąca i Muzyczna oznaczało ni mniej ni więcej, że mieliśmy zajęcia ogólnokształcące i muzyczne w jednym budynku na jednym planie zajęć.
Czyli kiedy Rodzice lub Dziadkowie odstawiali nas rano na 8:15 do szkoły, rozpoczynał się długi dzień w szkole, często do samego wieczora. Mieliśmy sporo zajęć, ale też sporo czasu na zawiązywanie przyjaźni i spędzanie czasu na ćwiczeniu na instrumentach, na obiadach w stołówce szkolnej lub w bursie, na podwórzu grając w piłkę, gumę czy na tzw. murku, który był takim „zakazanym miejscem”, na tyłach boiska i trawnika. Prowadził on na Cytadelę i był takim sprawdzianem dla odważnych – jak byłeś za murkiem, to byłeś kimś 😎

Kiedy zajęcia ogólnokształcące się kończyły, przechodziliśmy szklanym korytarzem(w którym w tamtych czasach był sklepik z okienkiem i można było kupić np. andruty czy kubek takiego sztucznego soczku za 50 groszy) do części muzycznej. Składała się ona z sal, w których mieliśmy zajęcia z instrumentu, sali kameralnej i auli szkolnej. To w tej części spędzaliśmy popołudnie aż do wieczora.


Nigdy nie zapomnę tych wielu oszklonych korytarzy, które wtedy wydawały mi się tak ogromne… tego jak czekaliśmy na lekcje skrzypiec, jak zgrzani przybiegaliśmy z piłki, żeby chociaż chwilę odpocząć przed przegrywką z fortepianem.
Na moje lekcje skrzypiec najczęściej przychodziła moja Babcia – siedziała zawsze na krzesełku w kącie i prowadziła nieskończone dysputy polityczne z moim pierwszym, wspaniałym nauczycielem skrzypiec 🙂


To było super! Miałam nuty podklejane na tekturkach, bo w tamtych czasach mało kto miał pulpit w domu, więc trzeba było je stawiać np. na półce nad sekretarzykiem. Nuty dostawało się od Pana. Można było także kupić niektóre wydania w sklepie muzycznym.
Pamiętam bardzo dokładnie, jak strasznie chciałam grać trudne rzeczy, jak marzyłam o koncercie Mendelssohna i jak dzielnie ćwiczyłam kolejne etiudy Wohlfarta, by w końcu móc osiągnąć upragniony cel.


Jednym z ulubionych wspomnień z tamtych czasów było granie w orkiestrze szkolnej pod dyrekcją pana Marcina Sompolińskiego – myśmy Go po prostu uwielbiali! Miałam to szczęście, grałam w niej już od 4 klasy, więc nie ominęły mnie wyjazdy orkiestry szkolnej i wiele wspaniałych koncertów.

Wczesne lata 90-te, to były czasy może trudniejsze dla młodych Muzyków, ich Rodziców i Nauczycieli – może nie mieliśmy takiego szerokiego dostępu do nagrań, nut, urtextów, ubrań koncertowych, że już nie wspomnę o internecie czy telefonach komórkowych.
Jednak te czasy miały swój niepowtarzalny klimat i z dużą przyjemnością wracam do nich wspomnieniami 😉🙃

Macie ochotę podzielić się Waszymi wspomnieniami?Piszcie koniecznie w komentarzach!



Zainteresowany nauką?